Mlasku mlasku

Para orków z impetem rzuciła Fercridem o ziemię. Gdy jego twarz zrównała się z nią usłyszał śmiech hołoty. Prędko podniósł się na nogi. Wtem jego oczom ukazała się postać w czarnym płaszczu. Siedząc na chimerze prezentowała się niczym despotyczny władca. Zwierze uważane za groźne skute łańcuchami zdawało się być uległe i powściągliwe. Czerwone oczy świeciły z pod kaptura nieprzyjaciela.

- Wiadomo mi iż dostarczasz tajne informacje. Rzekł nieznajomy.

- Nic Ci nie powiem! Wrzasnął Fercrid.

- To się jeszcze okaże... Przeciwnik uśmiechnął się złowrogo, po czym zawołał kilku podwładnych. Ujęli pojmanego za ręce i przywiązali do pala.

- Wiesz czego chcę? Spytał wróg.

- Nie. Wyjąkał mężczyzna.

- Zdradź nam przepis na BUDYŃ BABUNI! 

- Nigdy!

- Dobrze. Powiedział po czym krzyknął do jednej z bestii...

- Zdejmij mu skarpetki! Osobnik bez wahania zdarł je młodzieńcowi.

- Puszku do nogi! Zawołał. Po chwili z lasu wyłonił się ogromny cerber. Ślina spływała z jego trzech pysków. Groźnie wyglądające zęby świeciły w ciemności. Pies gwałtownie rzucił się w stronę człowieka. Merdając ogonem począł wylizywać językami stopy Fercrida. Nocną ciszę przerwały, przerażające piski i krzyki poszkodowanego. Odbijając się od ściany lasu potęgowały hałas. Bestie zakrywały oczy nie mogąc wyobrazić sobie bardziej brutalnej kary. Chłodna, pieniąca się ślina ściekała po piętach mężczyzny. Cóż mogło być gorszego?

- Koniec na dziś! Zabierzcie go do lochu! Poddani zaciągnęli Fercrida do mrocznego pomieszczenia. Jego ściany wymalowane były przytłaczającym odcieniem różu, a na środku leżał siennik. Przerażony doczołgał się do posłania i przykrył obślinione nogi dziurawym kocem. Rozmyślał jak wybrnąć z tak niekorzystnej sytuacji. Drzwi pilnował najlepszy gwardzista liczący sobie 1892 lata. Nawet nie rozmyślał o opcji ucieczki, mając tak doświadczonego przeciwnika, z profesjonalnym sprzętem. Zaczął zastanawiać się jak okrutnym torturom poddadzą go kolejnego dnia. Czy dopuścili by się obcięcia mu paznokci? A może może kazali by mu jeść truskawkowy kisiel, którego tak nie lubi...? Te pytania bardzo go nurtowały, lecz zmęczony przeżyciami z całego dnia usną. Obudziły go promienie słońca wpadające przez kraty. Gdy otworzył oczy spostrzegł uprzednio spotkanego mężczyznę w czarnej szacie. W pomieszczeniu stała balia wypełniona wodą. Na jej powierzchni unosiła się gęsta piana i dwie żółte, gumowe kaczuszki.

 - Jeśli nie zdradzisz mi tajemnicy budyniu, zostaniesz umyty! Dreszcz przeszedł po plecach Fercrida.

 - Nie zdradzę tajemnicy! Rzekł pewnym głosem. Nieprzyjaciel lekkim ruchem miecza pozbawił skazańca koszuli i spodni. Stał więc teraz w samych bokserkach dygocząc z zimna. Został z rozmachem wepchnięty do wody, a ta zaczęła się wylewać na wszystkie strony. Do ich uszu dobiegł przerażający krzyk więźnia przeplatany kwakaniem kaczuszki.

 - Co to za nikczemne czary!? Wołał przerażony Fercrid, lecz nie uzyskał żadnej odpowiedzi. Próbował uciec z pojemnika, lecz mimo usilnych starań ślizgał się i znów opadał w wodę. 

- Ratunku! Ratunku! Cóż to za szatański przedmiot. Krzyczał mężczyzna. 

- Powiedz jak przyrządzić budyń babuni, a puszczę Cię wolno! 

- Dobrze! Już dobrze. Powiem! Nie zniosę tych męczarni dłużej. Mężczyzna patrząc na niego z pogardą kopnął balię z której wylała się woda a wraz z nią przerażony nieszczęśnik.

 - Babunia. Moja babunia. Rzekł łkając

 -Nie umiała robić budyniu sama..

.- Ale jak to? Nie próbuj mnie oszukiwać. Ja wcale nie oszukuję. Trzęsącym się głosem odpowiedział To był budyń z proszku.

- Z proszku? Nie możliwe.

- Ale to szczera prawda.

 - A więc mów co należy uczynić by go zrobić ?

 - Ale to jest tajne. Nie mogę. - Mów! Krzyknął i wskazał na balię

. - Należy wlać do naczynia szklankę mleka i wsypać, wsypać powtórzył drżącym głosem -zawartość torebki budyniu, a następnie...następnie... Mężczyzna zawahał się chwilę.

 - Mów dalej! Naciskał człowiek w czarnej szacie. - Trze..... trze...ba dodać cztery łyżki cukru i dobrze wymieszać. Jąkając się ciągnął dalej. Do gotującej się reszty mleka wlać rozdrobniony proszek i gotować ciągle mieszając.

- Nie powiedziałeś czegoś? Może czegoś jeszcze mi nie powiedziałeś? Groźnie zerknął w stronę nieszczęśnika. - Potem trzeba będzie go wlać do salaterek, a jak ostygnie będzie gotowy do spożycia. Nieznajomy wydobył z siebie przerażający krzyk... 

- Buhahahahahahahahahahaha mlasku mlasku buhahahahahahahahahahahaha... Przestraszony Fercrid czym prędzej założył skórofilce w zielone groszki i widząc, że oprawca za nim nie biegnie począł wspinać się po kręconych schodach by czym prędzej wydostać się z lochu. Uciekał w siną dal z radosną satysfakcją, iż nie wyjawił swojemu wrogowi, jakiej firmy był to budyń.

 

Współpracujemy z:



 TY TEŻ MOŻESZ POMÓC:

Domowe Hospicjum Dziecięce "PROMYCZEK"

www.anielskaprzystan.pl